Relacja: ENEMEF: Noc Quentina Tarantino 23.04.2007
25.02.2006
Kolejna nieprzespana noc... Ale tym razem już po sesji (uff!!), w kinie. Zresztą jak tu spać, kiedy na ekranie TAKIE gwiazdy w TAKICH filmach TAKIEGO reżysera..
Pulp fiction, Sin City, Kill Bill I, Kill Bill II. Oto czym tym razem uraczyli nas organizatorzy Nocnego Maratonu Filmowego. Oj, było warto.. I to nawet dla tych, którzy wszystkie te kultowe już projekcje oglądali, delektowali się każdą z osobna.. i teraz właśnie pozwolili sobie na małą ucztę. A było takich osób sporo. Niesamowite, że ludzie są w stanie zapłacić kolejny raz za oglądanie tych samych filmów. Zagorzali kinomaniacy czy też impreza której nie można przegapić? Jedno nie wyklucza drugiego.
Atmosfera była dosyć swojska. Powiedziałabym nawet że momentami za bardzo. Bo kiedy jeden pan rzuca na całą pełną (!!) salę żart a jego panienka (bo chyba tylko ona) zaśmiewa się z niego przez najbliższe kilka minut to może lekko irytować, zwłaszcza osobę, która chciała skupić się na filmie, bo widzi go pierwszy raz (wstyd się przyznać ale musiałam nadrobić pewne zaległości..). Na szczęście takich incydentów było mało, ludzie byli do siebie pozytywnie nastawieni i dobry klimat utrzymał się do końca. Co było nie lada wyczynem, bo ENEMEF trwał do 8.45 rano. Moim skromnym zdaniem można było rozpocząć go wcześniej i szybciej pozwolić wymęczonym (cóż to była za rozkoszna męka..) uczestnikom udać się na zasłużony odpoczynek. Ale może po prostu nie było innej możliwości.
Czekamy na więcej takich imprez. I na więcej produkcji Quentina Tarantino, oczywiście.

Ania B.
zwyciężczyni biletów na ENEMEFa na www.chajpa.pl