Pawłem Jakubowskim, scenarzystą "Organisty" oraz odtwórcą roli Maćka- nowego kandydata na organistę.
12.04.2006
W środę, 12 kwietnia, rozmawiałam z Pawłem Jakubowskim, scenarzystą "Organisty" oraz odtwórcą roli Maćka- nowego kandydata na organistę.

Czym obecnie się zajmujesz? Nadal się uczysz?


Obecnie uczę się w technikum elektrycznym w Gdyni, jestem w czwartej klasie, moja specjalizacja to technik-elektryk. W tym roku mam maturę. Oprócz tego pracuję -jestem organistą w Gdyni Cisowej i dorabiam sobie w ten sposób.

Co planujesz po szkole?

Nie chciałbym skończyć edukacji na szkole średniej. Myślę o pójściu na Politechnikę Gdańską albo Akademię Morską na jakiś kierunek właśnie techniczno-elektryczny. W najgorszym przypadku Uniwersytet Gdański.

Czyli nie planujesz niczego związanego z filmem?

Raczej nie, ponieważ jest to dosyć trudna dziedzina życia i trudno z tego pieniądze zdobyć. Albo się uda, albo się nie uda.

"Organista" nie był twoim pierwszym scenariuszem?

Nie. Ale jako jedyny był zekranizowany. Pisałem już o wiele wcześniej. Niektóre były wystawiane w różnych domach kultury i szkołach. Reszta po prostu trafiła do szuflady.

Chciałbyś, żeby któryś z nich został zekranizowany?

Razem z Szymonem mamy już kolejne plany.

Z tego co wiem, Szymon Kołodziejczyk planuje nakręcenie dokumentu "Kierowcy". Czy będziesz miał w tym udział?

Nie mam zielonego pojęcia w tej chwili. Teraz Szymon wyjechał do Warszawy, więc mamy tylko telefoniczno -smsowy kontakt. Ale myślę, że chyba będzie chciał, żebym stworzył do tego muzykę, tak jak do "Moje UG".

Scenariusz był Twój, ale wykonanie Szymona. Czy historia była zrealizowana tak jak chciałeś, czy były pewne różnice?

Zawsze reżyser dodaje coś od siebie. Nie było to idealne, ale mniej więcej się zgadzało z moją koncepcją.

Co byś ewentualnie zmienił?

Na pewno poprawiłbym niektórą grę aktorską, łącznie z moją. Poprawiłbym też dźwięk, bo niektóre dialogi były mało słyszalne.

W "Organiście" grałeś studenta. Był to Twój debiut, czy miałeś już jakieś doświadczenie?

Razem z Szymonem byliśmy zaangażowani w grupę teatralną Emka, która się mieściła w Małym Kacku. Teraz jest to Centrum Kultury w Gdyni, ale poza nazwą niewiele się zmieniło. Tam uczyliśmy się pod okiem mgr Daniela Sołyńskiego, który jest adeptem sztuki teatralnej. Występowaliśmy w Wejherowie, Gdyni, Rumii, Gdańsku, w różnych domach kultury, teatrach, a także na scenie letniej teatru miejskiego.

Jak na to, że robisz filmy, reagują Twoi przyjaciele i rodzina?

Jeżeli chodzi o przyjaciół to bardzo pozytywnie. Zawsze chętnie popatrzą, pośmieją się. Stanowisko rodziny wygląda raczej tak: fajnie, że to robisz, ale co ci to w życiu da.

Nie mogłeś być na premierze, ale z jakimi reakcjami się spotkałeś?

Początkowo współpracowaliśmy z Hardkorporacją, która również zajmuje się filmami niezależnymi. Ale ponieważ byli przeciwni zmianom, jakie musieliśmy przeprowadzić ze względu na kurię, zakończyliśmy współpracę. Słyszałem, że kiedy byli na premierze, nie zachowywali się zbyt ładnie. Często słychać było śmiechy i głupie komentarze. To przykre, że jedna grupa, która kręci filmy amatorskie, robi drugiej takie świństwa. Także na naszej stronie internetowej, gdzie można dać komentarze, nieźle nas skrytykowali, niewiadomo nawet za co. Oczywiście, w filmie amatorskim zawsze są jakieś elementy do krytyki, nie wszystko da się zrobić idealnie, ale oni trochę przesadzili. Szczególnie po dzisiejszym artykule Władysława Barana w "Gazecie Wyborczej", który także wytyka pewne błędy, ale chwali też niektóre rzeczy.

Wspomniałeś o tym, że kuria miała wpływ na wasz film. Zdaje się, że nawet jakieś fragmenty kazali wam wyciąć?

Tak, chodziło o scenę spowiedzi. Dla kościoła spowiedź jest rzeczą świętą i prywatną i kuria powiedziała, że wszystko, ale nie spowiedź. Dlatego zrobiliśmy tą scenę niemą. Poza tym głównie chodziło o poprawne zachowanie w kościele.

Wszyscy aktorzy grający w waszym filmie są amatorami. Jak doszło do ich zaangażowania się w projekt? Wybieraliście spośród swoich znajomych, czy może przeprowadziliście casting?

Castingu jako takiego nie było. "Casting" przeprowadziłem ja z Szymonem, przebierając po prostu w ludziach w głowie, zastanawiając się kto nada się do jakiej roli. Np. do mojej roli było na początku dwóch kandydatów, ale zrezygnowali z powodu szkoły i dojazdów, jeden z nich był z Malborka, więc ciężko byłoby mu dojeżdżać. Muszę dodać, że poświęcenie aktorów było ogromne. W scenie końcowej pojawia się Matka Boska. Kręciliśmy w zimie i pomimo tego, że w kościele było -5 stopni, to nasza koleżanka -Agata Braun- z poświęceniem wyszła z gołymi stopami i stała na zimnej, marmurowej posadce przez 2 godziny. Za to jej naprawdę gratulujemy.

Jakie są Twoje ogólne odczucia po nakręceniu filmu?

Ogólnie jestem zadowolony. Oczywiście, poprawił bym to i tamto, ale myślę, że film się nam udał. Był raczej psychologiczny, bardziej dawał do myślenia. Chcieliśmy, żeby widz musiał pomyśleć, a nie dawać mu gotowe odpowiedzi. Chciałbym też zwrócić uwagę na muzykę organową. Rumskie organy to jedne z najlepszych i największych organów w Polsce. Nie są tak znane jak organy oliwskie, dlatego też chcieliśmy je trochę wypromować naszym filmem. Mam nadzieję, że się nam to uda.

Wywiad przeprowadziła " Kalina "
dla:chajpa.pl
C o p y r i g h t © C h a j p a . p l 2 0 0 6