Top Trendy 2007 - od zaplecza
Top Trendy jest promowane jako wielkie wydarzenie muzyczne. W telewizji wszystko wydaje się zapięte na ostatni guzik i skrupulatnie przygotowane.

Jednak to, co dzieje się przed tym festiwalem, przekracza ludzkie wyobrażenie. Żałosne żarciki prowadzących to przy tym nic. Organizacja jest wręcz na ujemnym poziomie. Śpiewałam w chórze Rubika. Dzień przed koncertem mieliśmy mieć próbę o godz. 15.00. Jednak jak można było się spodziewać było "lekkie" opóźnienie - prawie 4 godzinne. Czekaliśmy by zaśpiewać 2 utwory. Nie wiem czym było to do końca spowodowane, ale na pewno między innymi przez kaprysząca dziewczynkę z Blog 27, której ciągle coś nie pasowało i po drobnych poprawkach, od początku śpiewała piosenkę.

Po próbie dowiedzieliśmy się, że o 21:30 mają dać nam znać, czy mamy próbę o 24 czy nie. Na szczęście jej nie było. Ale za to mieliśmy mieć próbę o godzinie 10.00 w dniu koncertu. Rano (ok. 9.00) dowiedzieliśmy się, że próba jest na 15. Natomiast o godzinie 11.00, że próba odbędzie o 12.00. Ludzie nie mogli sobie ustalić ani godzin pracy, ani szkoły. Zaznaczę, że większość studentów z PG miała tego dnia egzaminy i organizatorzy wiedzieli, że większości osób nie będzie. Jednak chyba o tym zapomnieli, gdyż kobieta, która się nami opiekowała, była wielce oburzona, że praktycznie nikogo z PG nie ma.

Kolejnym dowodem na brak organizacji jest brak odpowiedniej ilości wejściówek. W czwartek tylko część osób dostało wejściówki. Reszta miała dostać dnia następnego. Jednak nie zrobiono odpowiedniej ilości i część chórzystów miała problemy z dostaniem się do środka.

Tydzień przed występem część chórzystów (40 osób kobiety i mężczyźni) miała wysłać swoje wymiary i rozmiar buta. Pomyśleliśmy, że skoro wysyłamy wymiary to ciuchy będą szyte na miarę. Nic bardziej mylnego. Dostaliśmy wypożyczone płaszcze....dodam - BRUDNE. Stwierdzili, że nie mieli czasu oddać ich do pralni, ale w kamerach tego nie będzie widać. Żenada! Oczywiście buty trzeba było mieć w własnym zakresie.

Byłam na próbie artystów w czwartek i piątek. Dokładnie każdy ruch wykonawców był wyćwiczony. Każde skinienie ręki, mrugnięcie, uśmiech... Niczego spontanicznego! Najbardziej sztuczny jest Szymon Wydra, najmniej Ania Dąbrowska. Chciałam dodać, że jedynie Ona podziękowała naszej skromnej publiczności za oklaski, mimo, że nie dawała koncertu, tylko odbywała się jej próba generalna. Reszta to "gwiazdy" zadufane w sobie(z nielicznymi wyjątkami)

Jedyna pozytywna strona organizacji to taka, że dostaliśmy na 80 osób pare butelek Arivy i 4 butelki oranżady "Ringo" Tesco, truskawki, jabłka, banany, gruszki i jakieś tam ciasteczka z Tesco.
Mimo bardzo złej organizacji, cieszę się, że obejrzałam wszystko od kuchni. Teraz wiem, jak cholernie ciężką pracę mają nie tylko Ci, co przygotowywują cały festiwal jak i artyści.

Magdalena Boksa
C o p y r i g h t © C h a j p a . p l | 2003-2007